Felietony

Dzieci, zdjęcia i kalendarz

Wpis utworzony przez na 20:39 w Aktualności, Felietony, Fotografia, Portret | 5 komentarze

Dzieci, zdjęcia i kalendarz

Jak sam tytuł wskazuje będzie o dzieciach i fotografowaniu.   Chciałbym troszeczkę opisać pracę, nad swoim pierwszym fotograficznym projektem, jakim był kalendarz na obecny rok. Można powiedzieć że to niby nic, bo kalendarz w dzisiejszych czasach to żaden wyczyn i osiągnięcie. W dobie internetowych drukarni i przesyłu danych pocztą elektroniczną, każdy kto ma jakikolwiek rejestrator obrazu w postaci aparatu, może sobie taką publikacje zrobić sam. Ja chciałbym się skupić raczej na bohaterach tego projektu. Do portretów pozowali wychowankowie „Specjalnego Ośrodka Szkolno Wychowawczego” Dzieci różne. O różnych  stopniach niepełnosprawności. Niektóre z takimi których nazw nie jestem w stanie przytoczyć lub zapamiętać. Czasem kontakt z dzieciakami był bardzo utrudniony, czasem niemożliwy. Właśnie tego obawiałem sie najbardziej. Jak poradze sobie z tymi trudnościami? Jak portretować kogoś, kto jest w zupełnie innym świecie i jest to dziecko? Jak pokazać dzieci których twarze od pierwszego wejrzenia aż krzyczą, niepełnosprawnością. Gdzieś w głowie słyszałem cichy głos który powtarzał mi, abym sobie odpuścił, zostawił to. Przecież jest tyle fajnych rzeczy do fotografowania. Jednak inny głos podpowiadał -„bierz to i zrób” Może była to chęć zmierzenia się z innym doświadczeniem, może ochota na coś nowego i nieznanego, nie wiem. Podjąłem jednak decyzję o rozpoczęciu tego projektu i ku mojemu zaskoczeniu, po kilku chwilach z „modelami”, wszystkie wątpliwości i obawy znikły. Dzieci, powszechnie nazywane chorymi, okazały się niesamowicie zaangażowane w pracę nad zdjęciami. Początkowo troche nieufnie,  z lekkim „straszkiem” stawały na tle. Lekko przestraszone ilością światła, błyskami, czy panią, która od czasu do czasu pudrowała im buźki. Z upływem czasu coraz bardziej uśmiechnięte chętnie pozowały i widać było, że świetnie się przy tym bawią. Te najmłodsze były najprawdziwsze i chyba najbardziej takie, jakie mógłbym sobie wymarzyć do zdjęć. Były sobą. Ze swoimi problemami, ale z uśmiechem i szczerością dziecka. Fotografowałem również nastolatki. Dziewczynki niczym młode modelki starały się przybierać pozy portretowe i trwać w nich do kiedy mogły odpocząć. Chętnie (jak to dziewczynki) przystępowały do ”make up-istki” oddając się bez reszty w jej ręce i myśle, że było to dla nich wspaniałą przygodą z sesją zdjęciową. Nie będę juz dłużej zanudzał szczegółami, bo nie o to chodzi w tym moim pisaniu.  Chciałbym na koniec powiedzieć, że to były fantastyczne chwile spędzone wśród tych dzieciaków. Świetne doświadczenie i przyjemność z fotografowania. Niesamowite zaangażowanie rodziców i opiekunów, którzy swoją pomocą wspaniale ułatwiali mi pracę, będąc cały czas przy swoich pociechach. Już tak w ostatnim zdaniu musze przyznać, że gdybym kiedyś znowu miał taką możliwość jestem pewnien że z niej skorzystam z największą przyjemnością. Poniżej kilka kadrów z kartek tego kalendarza.        ...

więcej

Kupujemy aparat odc.2

Wpis utworzony przez na 07:26 w Aktualności, Felietony | 0 komentarzy

Kupujemy aparat odc.2

Przez całą noc, próbując zasnąć wymyślamy w głowie słowotok jakim przywitamy pana, który sprzedał nam uszkodzony sprzęt. Jak to go zwymyślamy  od najgorszych i jaki to jest on niekompetentny sprzedając nam bubel. Po bardzo krótkiej nocy następuje ten właśnie dzień, w którym pomścimy swoją wczorajszą mękę z zepsutym aparatem. Niecierpliwie wyczekujemy godziny, kiedy to sklep otworzy swoje podwoje i wykonamy tam swój „Enter the dragon” i zmieszamy gościa za to co nam uczynił. Wreszcie jest, nadszedł czas apokalipsy dla pana sprzedawcy. Wparowujemy do sklepu (jesteśmy oczywiście pierwszym klientem) i z miną krwawego mściciela wypatrujemy tego, który nas wczoraj doprowadził do ostateczności. Podchodząc do lady już z daleka wygłaszamy (wcześniej rzucając przez zęby krótkie „Dzień  dobry”) formułkę o tym jak to wczoraj dokonaliśmy ,za nie małą sumę zakupu aparatu, który zwyczajnie jest popsuty. Celnym trafieniem w ladę rzucamy pudełkiem, paragonem, i wszelkimi dowodami na to, że to tu,  ten złom nabyliśmy. Pan za ladą ze stoickim spokojem i uśmiechem wyuczonym na wykładach z techniki sprzedaży przyjmuje nasze zgłoszenie. Z delikatnością w głosie powolnie i niemal czule pyta nas co takiego aparacikowi dolega nie tracąc przy tym zupełnie grymasu na twarzy, do złudzenia przypominającego uśmiech. Po drugiej stronie lady my, niczym John Rambo, miotając się i pokrzykując na nieświadomego niczego sprzedawce wypluwamy z siebie pretensje . Jak to wydalimy tyle kasy, na podobno najlepszą markę, że to skandal, bo nikt nam nie raczył sprawdzić czy to nie bubel itp. itd. Pan zza lady nawet nie próbując nas uspokoić, delikatnie wyjmuje aparat z pudełka, włącza i ogląda. Żeby nie być gołosłownym w swoim wykrzykiwaniu natychmiast, jak tylko aparat znalazł się w rękach sprzedawcy, informujemy go o usterce nakazując mu obejrzenie jak wygląda zdjęcie zrobione wczoraj. Chłopak ogląda je z zaciekawieniem, kiwając głową w milczeniu,cały czas przy tym się uśmiechając. Jako, że podejmując pracę w takim sklepie,został gruntownie wyszkolony w dziedzinie obsługi urządzeń,od pralki poprzez odkurzacze, telewizory, czy okapy kuchenne, aż po komputery czy właśnie aparaty fotograficzne wszelkiej maści. Przykłada nasz aparat do oka, coś tam pokręcił, poprzestawiał, nacisnął spust migawki. Króciutkie ”bip bip” i potem ”klaps”. Kilkakrotnie powtórzył czynność, obejrzał .powtórzył, obejrzał i jeszcze szerzej się uśmiechając zwraca się do nas tymi słowy:”Pański aparat jest jak najbardziej sprawny. Oto zdjęcia które właśnie wykonałem. My z niedowierzaniem i już bardziej zdziwioną niż wściekłą miną, zadajemy oczami pytanie „Jak to możliwe?” Po chwili milczenia i wzajemnych spojrzeń, (przy czym nasza twarz, wcześniej gniewna i mściwa, teraz wygląda niczym kot ze znanej bajki o „Shreku”) następuje całkowity zwrot wymyślonej przez nas, w bezsenną noc akcji. Oczami błagamy gościa zza lady aby nam to wszystko wytłumaczył. Na całe szczęście wesoły sprzedawca szybko odgaduje nasze intencje i próbuje pośpieszyć nam z pomocą organizując nam naprędce ultra szybki kurs obsługi aparatu. W dużym skrócie próbuje nam wytłumaczyć po co producent umieścił na aparacie te wszystkie guziczki i co oznaczają świecące literki i cyferki. Na koniec jednak radzi nam abyśmy wybrali się do jakiegoś „zakładu fotograficznego” i tam zapewne nam bardziej fachowo pomogą. Ewentualnie jeśli mamy wśród znajomych fotografa, najlepiej będzie jeśli to on nam pomoże, bo fotografowanie takim aparatem to nie jest taka prosta sprawa. Zaopatrzeni, w konieczną do dalszych działań wiedzę pakujemy się powoli, uśmiechem okazując swoją wdzięczność. W myślach jedynie, zupełnie tego nie okazując analizujemy nasze bądź co bądź głupie zachowanie. Skrzętnie skrywając wstyd za samych...

więcej

Kto tak naprawde robi zdjęcia?

Wpis utworzony przez na 07:25 w Aktualności, Felietony | 4 komentarze

Kto tak naprawde robi zdjęcia?

Kto tak naprawdę robi zdjęcia? Odpowiedź jest teoretycznie prosta – autor ( fotograf)  ale czy na pewno? Właśnie … skoro odpowiedź jest taka prosta to skąd u ludzi ten szał za nowościami sprzętowymi, skąd ten onanizm sprzętowy? Jeżeli rzeczywiście to autor naciska spust wybiera kadr a aparat tylko rejestruje zaistniałą sytuację to po co mu najnowszy najlepszy najdroższy aparat skoro i tak efekt będzie na końcu porównywalny. Oczywiście nie możemy porównywać zdjęcia zrobionego komórką (nawet najlepszą) z najprostszą lustrzanką i plikiem zapisanym w RAW. Jeżeli fotografujemy na zlecenie a efekt naszych prac ma być ostatecznie prezentowany na bilbordach lub innych materiałach reklamowych to faktycznie jakość fotografii jest bardzo ważna i musi być na najwyższym poziomie ale też w tej sytuacji rozmawiamy o innym poziomie finansowym. Lecz jednak w większości przypadków aparat jest kupowany po to aby 99% przypadków efekt naszych poczynań był prezentowany na portalach społecznościowych itp., ewentualnie poczynione zostaną wydruki ale i tak maksymalnie w wielkości do której wystarcza rozdzielczość fotografii ok. 12MPx. Czyli kto jest lepszym fotografem ten co ma prosty tani aparat za niewielkie pieniądze a potrafi wykorzystać jego możliwości w prawie 100%, czy ten co kupił najnowszy sprzęt i z dumą chodzi z nim po mieście dumnie prezentując napis numeru sprzętu na pasku a tak naprawdę nie potrafiący nawet ustawić prawidłowo ekspozycji licząc na to że aparat zrobi to za niego? … lans to podstawa sukcesu … to nic że stoję w korkach  jadąc do pracy ale przecież mam Porsche … Tak oczywiście sprzęt jest bardzo ważny temu nie można zaprzeczyć ale tylko i wyłącznie wtedy jak wykorzystuje się go zgodnie z przeznaczeniem. Nikt nie kupuje autobusu aby jeździć nim na zakupy co innego gdyby jazda ta była na zlecenie supermarketu. Tak samo jest w fotografii nikt zdrowy na umyśle nie kupi najnowszego aparatu aby kilka razy w roku zrobić zdjęcia na urlopie, chyba że jest snobem i lans dla niego jest najważniejszy. Po co więc kupuje się najnowsze dzieła firm fotograficznych skoro w większości przypadków stary aparat daje te same efekty? (zakładam oczywiście że stary aparat jest w 100% sprawny, bo jeżeli przestał być to faktycznie kupując nowy lepiej jest zainwestować w coś znacznie nowszego niż poprzednik) Ponawiam pytanie czy fotograf mający najlepszy sprzęt jest lepszym fotografem?     … A czy kucharz który ma złote garnki będzie mistrzem kuchni? … I tak można by w nieskończoność dyskutować nad wyższością Świąt Bożego Narodzenia i Świąt Wielkiej Nocy … Wiem że niniejszym tekstem nieco włożyłem kij w mrowisko i zaraz rozpocznie się dyskusja. Że w nowych aparatach lepszy jest autofokus, że matryce mniej szumią że  same wiążą krawaty i robią fotografowi dobrze … so fucking what skoro i tak większość zdjęć to miniaturki lądujące na facebook’u :D. A te co zostaną wydrukowane i powieszone na ścianie to tylko kilka procent. Mało kto bierze pod uwagę też fakt iż im lepszy aparat tym potrzebny jest lepszy obiektyw, mocniejszy komputer, większy dysk, szybsza i pojemniejsza karta pamięci itd. Jak policzymy to wszystko razem suma summarum ile kosztuje nas jedna fotka ? Myślę że dla przeciętnego Kowalskiego to dość dużo.       Zapraszam do dyskusji https://www.facebook.com/BAXTERIA.PhotoBlog Join the Forum discussion on this post   © Piotr Krol http://www.facebook.com/Piotr.Krol.Photography...

więcej

Kupujemy aparat ..odc1

Wpis utworzony przez na 21:47 w Aktualności, Felietony | 6 komentarze

Kupujemy aparat ..odc1

Kupujemy aparat Spędzając kolejny wieczór na przeglądaniu internetowych stron, opatrzonych kolorowymi zdjęciami z różnych stron świata w głowie rodzi nam sie pewna myśl. Kupię sobie lustrzankę i zostanę fotografem. Warto zaznaczyć, ze nasze doświadczenie w temacie jest znikome i ogranicza się do naciśnięcia spustu dotychczas posiadanego „soniaka” czy „olka” który nosimy w kieszeni jadąc z rodzinką „za miasto”. Wstajemy rano, po przespaniu się z naszym pomysłem i utwierdzamy się w przekonaniu że to naprawdę świetna sprawa taka lustrzanka. Oczami wyobraźni widźmy już nasze cudowne zdjęcia, bo przecież takim aparatem to chyba złych się nie robi. Zaciągamy jeszcze tzw. języka u znajomych co do marki i „wielkości matrycy” (im większa tym lepiej) i wyruszamy na łowy. Fajnie jest kiedy mamy możliwość kupienia sprzętu w prawdziwym sklepie, a za ladą stoi ktoś kto szczerze pomoże i doradzi fachowo. My jednak bierzemy „fachowca” ze sobą . Jeszcze tylko upewniamy się ze nasze konto wytrzyma naszą nową fanaberie i jesteśmy już gotowi . Nasz osobisty doradca, już w drodze uświadamia nas czego mamy szukać i która firma „robi”lepszy sprzęt. W końcu trafiamy na miejsce, w bardzo dużym sklepie rtv, szukamy działu „foto” i oto są…  Cała kraina lustrzanek otwiera przed naszymi oczami swoje wrota i wpadamy w gąszcz marek i modeli. Oczywiście będąc uświadomieni co do marki, wybieramy sobie model bacznie śledząc plakietki z ceną. Pan w sklepie od razu chwali nasz wybór dodając nam gratis torbę i czteromegową kartę. Wychodzimy prze szczęśliwi ze sklepu obmyślając plan pierwszego „pleneru”. Cały wieczór studiujemy instrukcje obsługi, coraz bardziej pogrążając się w kompletnym nierozumieniu treści, upewniając się czy aby na pewno wybraliśmy dobry język (dostępny nawet arabski). Kiedy już ładowarka pokazała pełną baterie i odnaleźliśmy miejsce gdzie wkłada się kartę pamięci, po zlokalizowaniu pstryczka z napisem „on-off”, odpalamy naszą nowa zabawkę i oto jest. Świeci nasz wyświetlacz mieniąc się łańcuszkiem literek i cyferek. Już po chwili stwierdzamy ze w pudełku z aparatem było coś jeszcze. No  przecież kupiliśmy sprzęt za ponad 2 tysie i  trzeba przykręcić obiektyw??? ( w poprzednim naszym sprzęcie był już wbudowany) . Z trudem, ale jakoś radzimy sobie z założeniem szkła i zaczynamy swoją przygodę zwaną „Fotografowanie”. Przykładamy oko do wizjera-ciemność???? No tak, klapka na obiektywie. Z uśmiechem ściągamy pokrywkę i przed oczami w wizjerze pojawia się obraz. Jeszcze tylko pospiesznie szukamy przycisku „zoom”, żeby sobie po przybliżać i jakież jest w tym momencie nasze rozczarowanie kiedy takowego przybliżacza nie ma. Pewnie kupiliśmy za tani model. No nic bez tego też da się zdjęcia robić. Bardzo szybko odkrywamy przycisk migawki (taki wielki ze każdy by znalazł) i naciskamy. Króciutkie klaps i jest fota . Nasza pierwsza fota zrobiona takim sprzętem. Jednak jakie jest nasze zdziwienie kiedy obrazek na jaki patrzymy to jakaś paskudna kolorowa plama, zupełnie nie przypominająca tego co do tej pory produkował nasz „soniak”. Chwila konsternacji, zastanowienia, połączonego ze złością rozczarowania i ta pierwsza myśl…”Sprzedali mi zepsuty aparat”… cdn   © Mirek Brzozowski https://www.facebook.com/MirekBrzozowskiPhotography...

więcej

Fotografia okolicznościowa – zło konieczne ???

Wpis utworzony przez na 09:43 w Felietony, Fotografie | 3 komentarze

Fotografia okolicznościowa – zło konieczne ???

Chciałbym pogderać trochę o fotografii okolicznościowej. Śluby, chrzty, komunie etc.   Jeśli nie jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami tzw. „zakładu fotograficznego”, nie jesteśmy „zawodowym” fotografem czyli że  fotografowanie najczęściej traktujemy  jako pasję to robienie zdjęć, praca z nimi sprawia nam przyjemność i pozwala zapomnieć o bożym świecie. Kiedy już tak sobie w tym naszym zapomnieniu trwamy , dopieszczając kolejne swoje dzieło, nagle spada nam na głowę stutonowy kamień. Zazwyczaj jest to wiadomość zatytułowana „Robi pan takie piękne zdjęcia . Nie zechciałby pan zrobić zdjęć na moim ślubie ???? … bardzo mi zależy, oczywiście zapłacę …”. Jeszcze kilka pochwał pod naszym adresem (dla urobienia naszej artystycznej duszy) i obietnica ze „Odezwę się za kilka dni żeby się upewnić czy pan się zgodzi” … Co dzieje się wtedy w naszej głowie? Ano toczymy walkę z samym sobą. Zgodzić się na chałturzenie??? (Zaznaczam oczywiście ze w kieszeniach się nie przesypuje, sprzęt drogi, ciągle coś potrzeba, coś by się przydało…) No i po morderczej walce wewnętrznej (górę wzięła chęć przytulenia kilku groszy) zgadzamy się na propozycje. I właśnie w tym momencie podpisujemy na siebie wyrok . Odsiadka przed monitorem na dłuuuuugi czas. Oczywiście jeszcze próbujemy negocjować  warunki naszej pracy, bo właśnie do głowy dotarło że pakujemy się w piekielną orkę. Staramy się wymusić na kliencie możliwie jak najmniej zdjęć typu. „wujek Józek wpadł na krzesło kiedy tańcował” i temu podobnych. I w tym momencie nasz zleceniodawca wykazuje się ogromnym sprytem mówiąc ze zgadza się na wszystko byleby to „pan zrobił mi te zdjęcia”. No i jesteśmy niemal przeszczęśliwi . Kasa będzie, termin ustalony, klient „wyprostowany” nic tylko czekać. Ano kochani nic bardziej mylnego. Jak tylko pojawiamy się w umówionym terminie w umówionym miejscu dostrzegają nas oczy żądnych „fajnych fotek” gości klienta. Jednak my póki co jesteśmy twardzi mówiąc ze to tylko kilka zdjęć z rodziną i to wszystko. Kolejny raz mylimy się bardzo  myśląc ze zrobimy swoje rach ciach i do domku. Zaczyna się „tasowanie” par, trójek, grup. Prawie jak w systemie rozgrywek piłkarskich ”każdy z każdym”. Wieczoru by brakło na opisanie jakie kombinacje ustawiają się przed nami. Karta w mig zapełnia się po brzegi , a w naszych głowach rośnie przerażenie. Towarzystwo uradowane ogólny chaos, wszyscy biegają nawołując się wzajemnie, czyli krótko mówiąc szał ciał. My stajemy się zwyczajnym fotomatem. Sztuka dawno już odeszła w dal a my naciskamy raz po razie spust migawki wyczekując chwili kiedy już będzie po wszystkim. Koniec. Jeszcze tylko umawiamy się na wcześniej dogadany plenerek czyli to do czego właściwie byliśmy zaproszeni i znikamy w pospiechu. Wracamy zmordowani i jeśli tylko mam odrobinę chęci i siły pakujemy materiał do komputera i kolejny raz przerażenie. Ilość klatek niezliczona, wiec próbujemy wyobrazić sobie ogrom godzin jakie będziemy musieli spędzić z nosem w monitorze. Jednak oczywistym jest fakt ze jeśli już zgodziliśmy się na tą prace należy wykonać ją do końca. Zwyczajnie pewnie mądrym wyjściem byłoby potraktowanie materiału „just like that” z automatu i najszybciej o tym zapomnieć. Niestety kolejny błąd .To nie my. My znając wszelkie zasady, techniki i prawidła postępowania ze zdjęciami „ludzkimi” zabieramy się za prawidłową ich obróbkę. Poprawiamy skrzętnie kolorystykę skóry, kontrasty, niechciane cienie na twarzach itp. Dodam ze szykujemy materiał na papier wiec i w tym przypadku postępujemy jak z „własnymi” zdjęciami. Otwierając kolejne zdjęcia wręcz modlimy się by to już był koniec, a one najnormalniej się...

więcej

Pytania bez odpowiedzi

Wpis utworzony przez na 20:41 w Aktualności, Felietony | 0 komentarzy

Pytania bez odpowiedzi

Ostatnimi czasy w wielu publikacjach dotyczących fotografii, pojawia się niekończący się temat „poprawiania” zdjęć. Powstają konflikty miedzy autorami do małych wojen włącznie. Czy należy poprawiać zdjęcia??? Czy ingerencja programowa w zarejestrowany materiał to wielkie przestępstwo??? Według wielu „znawców” dziedziny to wręcz zbrodnia. Padają oskarżenia typu „to już nie fotografia”, „to grafika” itp. itd. Wielu przestaje oglądać prace (tu celowo nie użyłem słowa zdjęcia,  by nie drażnić zbyt mocno) a zaczyna analizować z dokładnością do każdego pixela.  Zaczyna się rozkładanie pracy na obszary „poprawiane” czyli co było na zdjęciu a co zostało zmienione, a następnie zmodyfikowane przy użyciu znienawidzonego PSa. Nie chciałbym tu rozpisywać się o niedoskonałościach naszych matryc czy na temat całej technicznej oprawy fotografii cyfrowej. Nie taki cel ma ten artykuł. Natomiast chciałbym zadać kilka pytań na które odpowiedzi są oczywiste a jednak tak ciężko przełożyć je do fotografii. Czy gdy słuchamy muzyki zastanawiamy się czy autor używał tylko instrumentów powszechnie znanych??? Czy zastosował szereg sampli??? Czy kiedy czytamy wiersz myślimy o tym czy pisał go piórem??? Czy składał strofy przy pomocy komputera??? Czy kiedy w teatrze słyszymy świergot ptaków zastanawiamy się czy możne gdzieś za kulisami siedzi gromada wróbli??? A możne to dźwięk cyfrowy??? Zapewne nikt nad tym się nie zastanawiał przenigdy!!! Jednak jeśli chodzi o fotografie … tutaj zapewne wchodząc na wystawę, mamy jeden cel … ANALIZOWAĆ! Czy to światło tak naprawdę świeciło??? Czy te chmury miały taki kolor??? Jakim cudem na środku niczego stoi drzewo??? Ciekawe skąd on taka mgłę wyczarował??? …  i tak można bez końca Zastanawia mnie w jakim celu te analizy (tak szeroko rozpropagowane przez jeden ze znanych portali foto) Co one maja wnieść do oglądania zdjęć? Czy facet z analogowym aparatem (takim na klisze) jest lepszym artystą od faceta z np D300??? Czy „nie poPSute” zdjęcie byle łączki jest już dziełem a wypielęgnowane foto górskie ”podkręcone” wyczyszczone to już kicz??? Czy wydobycie resztek światła z zamulonego przez warunki atmosferyczne ale nader pięknego krajobrazu to straszne przestępstwo??? Otóż nie nie i po stokroć NIE! Można mieć piękny aparat analogowy za kupę szmalu za kolejna kupę wywołać naświetlony materiał i w efekcie pokazać zwykłą ośla łączkę nad którą nikt oka nie zawiesi a można dysponować starą wręcz zabawkową cyfrową lustrzanka i pokazać coś takiego ze odbiorcy „D” urwie.  I będzie to materiał „poprawiany” w zło niosącym Photoshopie. I czy naprawdę wypada analizować … Nie lepiej cieszyć się z dokonań innych??? Nie lepiej podziwiać pokazane miejsca??? Nie lepiej inspirować się tym co pokazują drudzy, nie zastanawiając się na tym czy facet siedział 5 godzin z nosem w monitorze czy spędził godziny w ciemni nad powiększalnikiem, czy dobrze zeskanował klisze, czy właściwie wywołał film?? Ludzie kochani fotografia cyfrowa to tez dziedzina sztuki, jak film muzyka czy poezja. Nauczmy się oglądać zamiast ANALIZOWAĆ a wszystkim będzie lżej ,autorom i odbiorcom Amen Pisząc ten artykuł, chciałbym wywołać dyskusje która pomogłaby zakończyć niekończące się dyskusje ,wojny i spory. Dyskusje które połączą doświadczonych z amatorami, analogów z cyframi, fotografików z fotografami. Pozostając w niekończących się rozmyślaniach serdecznie zapraszam do dyskusji. © Mirek Brzozowski https://www.facebook.com/MirekBrzozowskiPhotography   Join the Forum discussion on this...

więcej

Czym jest Baxteria

Wpis utworzony przez na 21:52 w Aktualności, Felietony | 0 komentarzy

Czym jest Baxteria

Baxteria PhotoBlog. Miejsce gdzies posród wielu róznych portali stron i blogów dotyczacych fotografii. Miejsce tworzone przez kilku zapalenców entuzjastów zeby nie powiedziec fanatyków tej dziedziny sztuki. Mały skrawek w wielkim swiecie cyfrowej technologii, dla ludzi którzy pragną dzielic sie swoimi pracami doswadczeniem i wiedzą. Dla ludzi chcacych pokazac swoje i podziwiac zdjęcia innych autorów.Wolne od buty dumy i wszechobecnej w sieci zarozumiałosci. Dla tych wszystkich którzy lubia wieczorami cieszyc oczy ciekawymi kadrami , którzy chca podyskutowac,podzielic sie swoimi spostrzezeniami czy pogadac poprostu o niczym. Takie miejsce tworzone przez nas dla nas. To jakim miejscem Baxteria bedzie zalezy od nas samych. Baxteria nie jest i nigdy nie bedzie typowym (jakich wiele) portalem foto. Nie znajdziecie tu ocen wspólzwodnictwa analiz i wyscigu .Prac dnia autorów miesiąca nagród itp. Nasz fotograficzny blog jest miejscem spokojnym pełnym dobrego humoru i radosci czerpanej z biegania z aparatem po polach czy pracy z modelkami ,roslinkami i tym wszystkim co da sie sfotografowac i pokazac podobnym sobie ludziom. Pracując nad tym blogiem chcemy w nim odzwierciedlic samych siebie. Pokazac to jacy jestesmy i co kochamy. Tym wszystkim własnie jest i mam nadzieje bedzie  Baxteteria PhotoBlog.   Baxteria photoblog. A place somewhere in the midst of a number of different websites and blogs about photography. Space created by a few enthusiasts not to say fanatics of this kind of art. A small piece in the big world of digital technology, for people who want to share their work , experience and knowledge . For people who want to show their photos and admire other  photographers’ work. Free from  pride and arrogance  so ubiquitous in the  network. For all those who like to enjoy interesting pictures in the evenings , for those who want to talk and share their thoughts…. ….or just talk about anything. This site is created by us for us. What kind of place  Baxteria will be depends on us. Baxteria is not and will never be a typical (like many others) photography portal. Here you will not find such things as rivalry, analysis, ratings ,photos of the month, awards, etc. Our photography blog is a peaceful place full of good humor and joy taken from  running through fields  with a camera or working with models, little plants and all that what can be photographed and showed to people like us. On this blog we want to show ourselves, who we are and what we love. And that’s what Baxteria photoblog is  and I hope it will always be....

więcej

Tatą być

Wpis utworzony przez na 21:39 w Felietony, Reportaż | 2 komentarze

Tatą być

Najpiekniejszy czas w życiu faceta Nastał 9 wrzesnia 2011 Juz niebawem minie pierwszy rok...

więcej